“Gdy strumyk płynie z wolna”, czyli “kilka” słów o naszej Lubczynie – część II.
Z poprzedniej części artykułu o naszej Lubczynie dowiedzieliśmy się co nie co o jej “początkach”. Teraz przyszedł czas, abyśmy przyjrzeli się jej od “środka”, gdyż jej środkowy bieg przypada właśnie na terenie Krzywca.
Termin “środkowy bieg” to odcinek rzeki, w którym spadek terenu jest mniejszy niż w biegu górnym, przez co woda płynie wolniej. W tym miejscu koryto rzeki staje się szersze, a procesy rzeźbotwórcze obejmują meandrowanie, czyli tworzenie zakoli. No i na terenie naszej wsi to wszystko występuje, a raczej występowało, bo to już historia. Gdy dziś spojrzymy na jej przebieg, już nie dostrzeżemy żadnych meandrów. Dlatego cofnijmy się w przeszłość, bo kiedyś, kiedyś to było…
Meandry
Wystarczy zerknąć na mapę Krzywca z 1940 roku, a przekonamy się, że Lubczyna od mostku przy starej szkole aż do Babiczek nie była taka grzeczna jak dziś. Dużo się tam działo. Co prawda na całej jej długości występowały meandry, ale w Krzywcu, a jakże – najobficiej. Na uwagę zasługują trzy. Pierwszy z nich przypomina literę “S”. Widać jakby rzeka nie mogła się zdecydować, gdzie popłynąć. Najpierw kieruje się w stronę Babiczek, następnie zawraca w stronę Niesięcina i znów kieruje się w stronę Babiczek. Na żywo musiało to wyglądać bajecznie. Dziś pozostaje nam tylko oglądać to na mapie.

Mapa przedstawiająca nieistniejący meander w kształcie litery S
Teraz zwróćmy uwagę na pozostałe dwa. Rzeka w tych miejscach biegła bardzo blisko dzisiejszej ul. Okołowicza. Jak widać, Lubczyna i droga niemal się stykały.

Mapa przedstawiająca nieistniejące zakola przy drodze
Regulacja Lubczyny
Gdzieś na początku lat sześćdziesiątych rzeka na całej jej długości działaniami człowieka została poddana tak zwanej regulacji, aby ograniczyć do minimum nieprzewidziane zjawiska zachodzące wzdłuż jej biegu takie jak powodzie. Sprzyja to też osuszaniu terenu. Zatem zlikwidowano jej liczne meandry prostując ją. Nie mniej nawet w XXI wieku spostrzegawcze oko nadal może dostrzec jej starorzecza. Najbardziej wyraziste jest to przy ulicy Granicznej. Kilkadziesiąt lat temu Lubczyna i mostek na niej znajdowały się bliżej lasu. Po przesunięciu koryta, stare zostało zasypane, ale nadal jest widoczne chociażby na mapie Google, oraz wczesną wiosną, gdyż roślinność w tym miejscu jest o wiele bardziej bujna i zielona. Z kolei po drugiej stronie drogi, występuje obniżenie terenu. To tam, między starym a nowym korytem przez dziesięciolecia znajdowała się malownicza łąka w kształcie trójkąta. Ze względu na jej bardzo niskie położenie była zalewana wiosennymi wodami Lubczyny wielokrotnie.

Mapa przedstawiająca nieistniejące koryto Lubczyny

Mapa satelitarna przedstawiająca ślad po starym korycie Lubczyny
Ceniona przez mieszkańców
Nasza Lubczyna choć w przeszłości była bardzo kapryśna, to przez mieszkańców wsi jest lubiana, a niektórzy nawet nazywają ją zdrobniale, wręcz pieszczotliwie “Lubczynka”. Na tym nie koniec, bo kilka dni przed obchodami 200-lecia Krzywca, staraniem obecnego sołtysa przy mostku na ul. Okołowicza pojawiły się dwie tabliczki dumnie informujące, że tu przepływa Lubczyna. Jest to unikatowe, gdyż na całej jej długości tylko na Krzywcu takie występują.
Lubczyna rozdaje karty
200 lat temu to Lubczyna dyktował ludziom gdzie mają wytyczyć drogę. Również “maczała palce” w wyborze lokalizacji domów na Krzywcu. Dla bezpieczeństwa lokowano je na wyższych brzegach.

Fotografia przedstawiająca dom na wyższym brzegu Lubczyny
Dziś wydaje się to zaskakujące, ponieważ Lubczyna bardziej przypomina malutki strumyk, niż zagrażającą domom rzekę.

Fotografia przedstawiająca Lubczynę (wrzesień 2025) pod mostkiem na ul.Okołowicza
Jednak jej nurt w przeszłości był o wiele silniejszy i mniej przewidywalny.
Pod koniec lat pięćdziesiątych podczas roztopów rzeka zerwała mostek na dzisiejszej ul. Okołowicza. Poziom wody był tak wysoki, że przelewała się przez mostek aż w końcu został porwany.

Fotografia przedstawiająca poprzedni niski mostek na ul.Okołowicza
Jedna z mieszkanek Krzywca wspomina, że po tym zerwaniu mostka, do szkoły (dziś budynek Świetlicy) dzieci przechodziły po dużych kamieniach które leżały w korycie rzeki. Nowy most był już betonowy, wyższy i służy do dziś.

Fotografia przedstawiająca betonowy mostek na ul.Okołowicza
Inny mieszkaniec Krzywca wspomina, jak trzeba było “ratować” kury, które z łąk nie mogły same wrócić do zagrody gdy Lubczyna nagle wylała. Gospodarz musiał po nie popłynąć drewnianą balią!
Jeszcze w okolicach 2000 r. rzeczka potrafiła zaskoczyć i niebezpiecznie zbliżyć się do zabudowań.
Młyn na Lubczynie ?
Aż trudno w to uwierzyć, ale tak. I to nie jeden! Jeszcze na początku XIX wieku między Rąbieniem a Niesięcinem znajdował się młyn. Opowieść o nim przekazywano z pokolenia na pokolenie i w taki sposób przetrwała do naszych czasów. Potwierdzają to dwie mapy sprzed 200 lat. Z kolei trzecia, jeszcze starsza bo z 1793 roku w miejscu młyna pokazuje staw. O drugim młynie znajdującym się na Lubczynie dowiemy się z następnej części artykułu.


Mapy przedstawiające lokalizację nieistniejącego mlyna na Lubczynie

Mapa z roku 1793 przedstawiająca lokalizację stawu w miejscu młyna na Lubcznie
Lubczyna, druga oś wsi
Na Krzywcu mawiało się, że ktoś mieszka po tej, albo po tamtej stronie drogi, ale też mawiało się, że ktoś mieszka za rzeką. Głównie tyczyło się to rodziny Państwa Krajewskich, a później mieszkającej w ich domu Państwa Włodarków. Było to powszechne określenie na miejsce ich zamieszkania – “za rzeką”. Również rolnicy dzielili swoje pola na te przed i za rzeką. Przez nią prowadziły niezliczone przepusty, zwane potocznie mostkami i nimi rolnicy udawali się na pola a to końmi, a to traktorami. To właśnie nad Lubczyną były najbujniejsze łąki na których wypasały się krowy i na których odbywały się sianokosy. Łąki stanowiły znaczną część Krzywca, a to ze względu na słabej klasy ziemię.

Rodzina Państwa Powalskich i łąki nad Lubczyną
Życiodajna rzeka
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w rzeczce były ryby i to nie byle jakie, bo liny i szczupaki. Można było nad nią iść i łowić nawet nie wędką, lecz samym koszykiem. A gdy rzeka wylała na łąki i tworzyły się duże kałuże, to w nich były ryby.

Jedno z miejsc połowu ryb – naprzeciwko domu Państwa Kołodziejczyków
Były też i raki, głównie na odcinku rzeki przy wspomnianym domu Państwa Włodarków.
Niestety, to już historia. Dlaczego? Xenon, a od lat dziewięćdziesiątych także huta szkła i farbiarnie z Rąbienia. Spuszczały chemikalia do pobliskich rowów melioracyjnych, a one trafiały wprost do Lubczyny. Dla rolników nastały trudne czasy. Najbliżej rzeki mieszkała rodzina Państwa Powalskich.
Izabela Powalska wspomina:
Pamiętam, że zwłaszcza na koniec tygodnia woda w Lubczynie bywała w różnych kolorach, a zapach amoniaku i innych chemikaliów unoszący się z wody był tak intensywny, że trzeba było zamykać okna.
Zawsze trzeba było też pilnować, żeby krowy nie piły wody z rzeki.
Kiedy byliśmy dziećmi, dorośli straszyli nas też, że jak wpadniemy do wody to może nam zejść skóra. Chociaż to chyba bardziej chodziło o to, żebyśmy raczej trzymali się z daleka od wody i nie utopili się.

Mapa lokalizująca rowy odprowadzające w przeszłości chemikalia do Lubczyny
Z kolei w latach osiemdziesiątych nad rzeką była plaga piżmaków, która z resztą opanowała cały kraj. Kopiąc nory, koło niejednego traktora i niejednej maszyny rolniczej w nie wpadało. Syn jednego z rolników wspomina, że podczas obsługiwania maszyny, gdy ta kołem wpadła do nory i się przechyliła, to on spadał z niej wprost do rzeki. Dziś z żyjątek, to tylko gdzie nie gdzie bobry można spotkać.

Ślady działalności bobrów
Pewien mieszkaniec Krzywca, jako dziecko myślał, że każda wieś w Polsce ma jakąś rzeczkę. Dla niego było to pewne, bo przecież każda wieś potrzebuje rzeczkę. Gdy podrósł, dowiedział się, że tak nie jest. No cóż, nie każda wieś może mieć luksus posiadania rzeki. To pokazuje, jak wyjątkową i jednocześnie integralną częścią Krzywca była i nadal jest nasza “Lubczynka”.
Lubczyna i jej towarzyszki
Tam gdzie ciek wodny, tam i olszyny. Nie inaczej jest na Krzywcu. Olchy to chyba najczęściej spotykane drzewa na wsi. Rosną nie tylko przy samej rzeczce, ale i przy rowach melioracyjnych którymi to wody z pól spływają do Lubczyny. Gatunek tego drzewa zazwyczaj żyje do 100 lat, co za tym idzie, nie jedna z nich “pamięta Niemca”. Choć olszyny uważamy za pospolite, to kryją w sobie wyjątkowe cechy. Po ścięciu mogą leżeć w wodzie 100 lat i nie gnić. To między innymi na palach z olszyn stoi Wenecja i Amsterdam, to z olszyny produkuje się meble i na olszynie się wędzi, a kiedyś na Krzywcu regularnie się to robiło.

Olszyny przy Lubczynie

Olszyny za domem Państwa Powalskich, w tle dom rodzinny Państwa Kołodziejczyków oraz szkoła
Lubczyna opuszcza Krzywiec, płynie przez Babiczki, Babice, Stanisławów Stary, Kazimierz i w Zdziechowie wpada do Neru.
Z następnej, ostatniej części dowiemy się, jak Ner stał się Lubczyną, jak Lubczyna przecina Lubczynę i gdzie znajduje się drugi młyn.
autor – Adam Pstrokoński
Serdecznie dziękujemy autorowi za wykonaną pracę badawczą oraz chęć dzielenia się opowieściami o naszej wsi. Zachęcamy również wszystkich Czytelników do komentowania i wzbogacania tej historii własnymi wspomnieniami.
Komitet Organizacyjny Obchodów 200-lecia Krzywca
